piątek, 18 stycznia 2019

Krystian Nowak - „Wszyscy ludzie, których znam, są chorzy psychicznie”

Krystian, jak twierdzi, jest pisarzem. Oczywiście nie żyje z pisania Literatury, ale z tworzenia tekstów zachęcających do kupna używanych samochodów.
Nad książką, nad Powieścią, jak sam podkreśla, pracuje po pracy i właściwie w każdej wolnej chwili. Jak naszemu bohaterowi owa praca nad książką idzie, czytelnik oceni sam...

Krystian Nowak stawia prawdziwą do bólu diagnozę współczesnego pokolenia dwudziesto 
i trzydziestolatków, gdzie nowe technologie oraz obecność w mediach społecznościowych warunkują ''sławę'' i ''autorytet'', będąc praktycznie jedynym wyznacznikiem statusu w społeczeństwie, przynajmniej w społeczeństwie tworzonym przez rówieśników. Słabe perspektywy rozwoju zawodowego, narastająca frustracja i błędne koło konsumpcjonizmu to chyba największe bolączki tej generacji.
Czy można im się jakoś przeciwstawić i czy w ogóle ma to jakiś sens?

Nowoczesna, ocierająca się chwilami o literackie chuligaństwo, proza.
Polecam, nie tylko millenialsom.
MK


Krystian Nowak - „Wszyscy ludzie, których znam, są chorzy psychicznie”
Wydawnictwo Flow Books, 2018
ISBN: 978-83-2404-809-0
 

środa, 2 stycznia 2019

Ola Synowiec - „Dzieci Szóstego Słońca”


Meksyk to kraj kontrastów, gdzie skrajna bieda miesza się z luksusem, a ludzie potrafią nas zaskoczyć. Właściwie, można by rzec, że dla przeciętnego Europejczyka miejsce to jest jedną wielką Niespodzianką.
Dotyczy to różnych sfer życia, od kuchni począwszy na wierzeniach skończywszy. Myliłby się ten, kto uważa Meksyk za kraj ''ogólnie rzecz biorąc'' katolicki. Owszem, katolicyzm tam istnieje, ale 
w dość szczególnej wersji, bo znani święci mają indiańskie atrybuty, a w kościele nierzadko... zabija się kury na ofiarę.
Jest jednak całe mnóstwo innych religii 
i chrześcijaństwo wcale nie jest tą dominującą. Wystarczy przejść się na Zócalo, główny plac stolicy by popatrzeć na tancerzy oddających cześć Słońcu.
Co ciekawe, nie są to prości ludzie z prowincji, ale na przykład pracownicy banku czy wykładowcy uniwersyteccy, którzy co jakiś czas chowają do szafy eleganckie garnitury i garsonki by wdziać pióropusze i tańczyć przez kilka godzin w upale.
Wielu ''odkopuje'' stare prekolumbijskie tradycje w imię patriotyzmu czy przywiązania do tego, ''co naprawdę jest meksykańskie”.
Jeśli do tego dodamy rozmaite wierzenia napływowe z Karaibów czy Afryki, powstaje naprawdę niesamowita, fascynująca mieszanka.
I nie jest to bynajmniej mieszanka wybuchowa, bo w Meksyku, jak chyba w żadnym innym kraju na świecie, różnorodność bardzo rzadko idzie w parze z wrogością.

Reportaż Oli Synowiec czyta się jednym tchem. Autorka co prawda nie wyczerpała tematu, ale z pewnością udaje się jej zaciekawić czytelnika.
Polecam.
MK


Ola Synowiec - „Dzieci Szóstego Słońca”
Wydawnictwo Czarne, 2018
ISBN: 978-83-8049-704-7

czwartek, 27 grudnia 2018

Tomasz Jastrun - „Splot słoneczny”

Historie z życia wzięte, rzeczy zwykłe 
i niezwykłe, opowieści nader zagadkowe, czarny humor, satyra i naga prawda o sensie 
i bezsensie ludzkiej egzystencji...
Surrealizm splata się z tu z codzienną przyziemnością, realizm z utopią, a wszystko to zgrabnie ubrane w słowa i niepozbawione literackiego kunsztu.
W swojej najnowszej książce Tomasz Jastrun pokazuje życie takim, jakie jest i zarazem takim, jakim chcielibyśmy żeby było.
Zbiór krótkich opowiadań skłania do refleksji nie przestając przy być tym doskonałą rozrywką.
Polecam!
MK




Tomasz Jastrun - „Splot słoneczny”
Wydawnictwo Czarna Owca, 2018
ISBN: 978-83-8143-000-5

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Elena Ferrante - „Córka”

Na wydanie polskiego tłumaczenia Córki Eleny Ferrante trzeba było czekać ponad dekadę. Chociaż nie jest znana tożsamość autorki, została ona okrzyknięta jedną z najlepszych współczesnych włoskich pisarek, a jej cykl Genialna przyjaciółka zdobył międzynarodową sławę, także w Polsce, co otworzyło drogę kolejnym wydaniom jej dzieł.
Leda, narratorka i główna bohaterka Córki, to rozwiedziona wykładowczyni literatury angielskiej. Wkrótce po tym, gdy jej dorosłe córki przeprowadzają się do Toronto do ich ojca i jej byłego męża, postanawia wyjechać na samotne wakacje nad Morze Jońskie. Mimo że w końcu ma okazję do skupienia się wyłącznie na sobie, jej odpoczynkowi towarzyszy ciągły niepokój i powracanie do wydarzeń z przeszłości. Jej refleksje nad niełatwymi relacjami z córkami skonfrontowane zostają z idyllicznym obrazem więzi, która na pierwszy rzut oka łączy dwudziestokilkuletnią matkę poznaną na plaży, Ninę, z jej kilkuletnią córeczką – Eleną. Jednak i tutaj po pewnym czasie ujawniają się pęknięcia i obawy, które młoda matka zdradza pod wpływem nowej, bardziej doświadczonej znajomej.
Córka jest opowieścią o macierzyństwie z perspektywy, która wciąż nie jest wystarczająco słyszalna. Na próżno szukać tutaj łatwego pocieszenia. Dla Ledy zostanie matką to koniec własnego życia, wykańczające doświadczenie, na które nikt jej nie przygotował. Przyznaje sama przed sobą, że popełniła wiele błędów wychowawczych, a córki są dla niej niemal obcymi osobami. Autorka zdaje się nie przejmować tym, czy bohaterka wzbudza 
w czytelniku sympatię i pozwala jej wypowiadać w sposób szczery myśli, których wiele osób nie chciałoby nawet do siebie dopuścić. Używa do tego zwięzłego, prostego języka, kładąc nacisk na ładunek emocjonalny.
To także historia o poszukiwaniu siebie i swojej tożsamości, o tym jak silnie jesteśmy definiowani przez relacje z innymi. Kim jest tytułowa córka – Elena, jej brzydka lalka, którą zajmuje się z macierzyńskim oddaniem, a może sama Leda, naznaczona stosunkiem 
do własnej matki? Na to pytanie czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam.
Małgorzata Maczuga

 
Elena Ferrante - „Córka”
Wydawnictwo Sonia Draga, 2018
ISBN: 978-83-8110-150-9



poniedziałek, 10 grudnia 2018

Katarzyna Ryrych - „Tercet prowincjonalny”

W małym miasteczku gdzieś na południu Polski życie toczy się leniwie, a jedynym ''ożywieniem'' może być wizyta kogoś z zewnątrz tudzież sfabrykowana naprędce plotka, rozchodząca się lotem błyskawicy.
Wśród lokalnej społeczności trafiają się też dziwacy, albo co najmniej osoby, by tak rzec, specyficzne. ''Dziwacy”? A może właśnie jedni 
z tych normalniejszych?
Emerytowana nauczycielka, niedoszły ksiądz 
i kobieta po wyroku, wskutek splotu okoliczności, zaprzyjaźniają się ze sobą, 
co jednych w miasteczku dziwi, innych oburza, a całej reszcie jest po prostu obojętne.
Co wyniknie z tej znajomości? O tym przekona się każdy, kto sięgnie po tę uroczą, niewielką książkę.
Katarzyna Ryrych dała się poznać jako doskonała autorka książek dla młodzieży. 
Tym razem napisała książkę raczej dla dorosłych i udało jej się to znakomicie!
Polecam. Świetna powieść obyczajowa.
MK

 
Katarzyna Ryrych - „Tercet prowincjonalny”
Wydawnictwo Literatura, 2018
ISBN: 978-83-7672-629-8

wtorek, 4 grudnia 2018

Z recenzji Czytelników: Katarzyna J.Kowalska, „Polski El Greco”

W książce Katarzyny J.Kowalskiej, „Polski El Greco”, czytamy o sensacyjnych dziejach tajemniczego obrazu znalezionego na plebanii w Kosowie Lackim.
Wiosną 1967 roku opinię publiczną zelektryzowała przedziwna wiadomość. Gazety napisały, że w czasie prac inwentaryzacyjnych na plebanii w małej podlaskiej wsi odnaleziono obraz Ekstaza św.Franciszka, namalowany przez El Greca - wybitnego szesnastowiecznego hiszpańskiego malarza. W tamtych latach, o czym szczególnie należy pamiętać, nie były specjalnie popularne tematy związane ze sztuką sakralną, ani tym bardziej z całym kościołem katolickim. Spisy zabytków prowadzono przede wszystkim po to, aby upaństwowić wszelkie pozostałe po wojnie dzieła sztuki. Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński, 
w obawie przed podatkami, wręcz polecał księżom żeby nie zakładali w swoich parafiach państwowych ksiąg inwentarzowych. 
Wędrujące po Podlasiu młode badaczki 
z Państwowego Instytutu Sztuki, Hanna Sygietyńska i Izabella Garlicka, na tajemniczy obraz natknęły się całkiem przypadkiem. Z lekka uszkodzony, przeznaczony wcześniej do spalenia, nie kłując specjalnie w oczy, wisiał sobie całkiem spokojnie w pokoju proboszcza. Jak potem relacjonowały: ''obraz jest ciemny i zabrudzony/.../widać rozdarcie w lewym, górnym rogu. Na płótnie święty w habicie, ściągniętym sznurem, o szerokich rękawach, lekko sfałdowanych. Zsunięty z głowy kaptur otula szyję. Na dole, obok postaci trupia czaszka. Wprawdzie całość prezentowała się dość żałośnie, jednakże niesamowity św.Franciszek miał cudownie ekscytujący błysk w oku….''
Biedaczynę z Asyżu El Greco malował wiele razy, sama ekstaza doczekała się co najmniej kilku przedstawień. Do wszystkich obrazów z serii franciszkańskiej artyście pozował ten sam model. Po zamieszczonych w prasie sensacyjnych informacjach, zaczęto zgłaszać wątpliwości dotyczące autentyczności odnalezionego dzieła. Badaczki jednak nie ustawały w wysiłkach, aby udowodnić, że odnaleziony przez nie obraz jest naprawdę pędzla malarza z Toledo. Cennym znaleziskiem ekscytowano się jakiś czas, potem jednak wokół obrazu zapanowała martwa cisza. Jakby nagle zapadł się pod ziemię . Dopiero po dziesięciu latach, kiedy ponad wszelką wątpliwość ustalono, że dzieło jest autentyczne, wyjawiono że konserwację pod okiem prof. Bohdana Marconiego prowadziła Maria Orthwein. Oboje byli historykami sztuki, którzy wcześniej pracowicie odnowili zniszczone płótno „Bitwy pod Grunwaldem” Jana Matejki.
Opowieść o obrazie z Kosowa Lackiego warto przeczytać także i dlatego, że znajdziemy tu kilka ważnych wskazówek dotyczących na przykład datowania starych rzeźb i malowideł, bo okazuje się, że: „aniołki, które mają czubek włosów nad czołem, powinny pochodzić z II ćwierci XVIII wieku/.../ Datowanie krucyfiksów rozpoczyna się od oceny sposobu zawieszenia Chrystusa/…./ Kiedy wisi z rękami niemal pionowo podniesionymi do góry, to wskazuje, że obiekt powstał około 1700 roku.” Dowiadujemy się też, że „perizonium, czyli przepaska na biodrach Ukrzyżowanego, do osiemnastego wieku pokazywana była tylko jako fałda materiału, a dopiero w następnych latach pojawił się sznur ją podtrzymujący.”
Książka Katarzyny J.Kowalskiej rozszyfrowując tajemnicę samego obrazu, pozostawia nieco wątpliwości dotyczących jego najbliższej przyszłości. Wprawdzie jedyne w Polsce dzieło hiszpańskiego mistrza jest bezpieczne, znajduje się w Muzeum Diecezjalnym 
w Siedlcach, w zasadzie można go obejrzeć, ale czy samo muzeum w końcu doczeka się nowej siedziby? A może obraz od kurii odkupi minister kultury? Nie wiadomo. My na razie możemy wybrać się do Siedlec, bo mamy tam całkiem niedaleko…

Joanna Mackiewicz

 
Katarzyna J.Kowalska, „Polski El Greco”
Wydawnictwo Iskry, 2018
ISBN: 978-83-2441-010-1

piątek, 12 października 2018

Recenzja Kamili Dubietis - wyróżnienie w konkursie "Wszystkie książki mówią" w kategorii powyżej 18 lat

Miejsce kobiety nie jest w kuchni - jest w ogrodzie! Recenzja tomu poezji
Rupi Kaur   
Słońce i jej kwiaty

Wyzwanie, które rzuca czytelniczkom Rupi Kaur, autorka tomu poezji zatytułowanego Słońce i jej kwiaty brzmi właśnie tak - wiem, gdzie jest miejsce, w którym możesz poczuć się dobrze. I jeśli masz odwagę, to chodź - zaprowadzę cię tam.

Opisać poezję Rupi Kaur nie jest łatwo. Powiedzieć, że jest kobieca, to to tak, jakby spojrzeć na bramę ogrodu, do którego nas zaprasza, nawet nie wchodząc do środka. Jeśli jednak zdecydujemy się zagłębić w jej treść, pierwszym, co nas poruszy, będzie z pewnością jej celność i prostota. Nie zaskoczy to tych kobiet, które spędziły choćby kilka wieczorów z poprzednim tomem poezji tejże autorki, noszącym kuszący tytuł Mleko i miód. W przypadku tytułu, jaki nosi Słońce i jej kwiaty rzecz ma się podobnie – tym razem jednak Rupi Kaur nie uwodzi smakiem lecz zapachem tysiąca tajemnic, które krok po kroku odkrywa, zapraszając nas coraz głębiej do swojego ogrodu. Ale czy na pewno swojego?
Kwiaty w ogrodzie tytułowego Słońca to obraz naszych odczuć. To kobiece pragnienia i troski wplątane w ogród emocji. Znajdziemy tutaj zarówno winorośle uginające się pod słodkimi chwilami, jak i uzbrojone w kolce, choć piękne krzewy różanych lęków czy ulotne dmuchawce marzeń. Podobnie jest w życiu – w plątaninie zdarzeń przewijają się obok siebie dobre i złe okresy, euforia i ból, zachwyt i strata, duma i niepokój. Upojną woń triumfu często przerywa gorzki smak porażki.
Obserwując popularność twórczości Rupi Kaur trudno oprzeć się wrażeniu, że poezja przeżywa swoje małe odrodzenie, trafiając w szczególności do kobiecego grona. Warto wspomnieć tutaj jednak, że styl przyjęty przez Rupi Kaur, choć tak bliski naturze, daleki jest od chociażby znanych nam ze szkolnej ławy Sonetów krymskich Mickiewicza chwalących budzące zachwyt stepy czy utworu Miłosza zatytułowanego Wyprawa do lasu, które stanowiły nasze pierwsze, bo jeszcze licealne, spotkania z  dojrzałą poezją. Jeśli więc można porównać Słońce i jej kwiaty do omawianych w planie lektur szkolnych dzieł, porównania takiego wypadałoby szukać raczej w twórczości erotycznej, gdzie tak jak W malinowym chruśniaku Leśmiana, aż kipi od pulsujących uczuć i emocji, których świadkiem jest nie kto inny, ale właśnie natura. Być może więc to nie męski sposób widzenia, a właśnie kobiecy, pełen zrozumienia i delikatności, który kryje się w każdej z nas sprawia, że poezja ta trafia do kobiecych serc? W mojej opinii można się z tym śmiało zgodzić, ponieważ zawarte w recenzowanym tomie utwory czyta się niezwykle lekko – taki wydźwięk poezji był dla mnie fascynującym osiągnięciem autorki, która pisze przecież o rzeczach nielekkich, a wręcz trudnych – samoakceptacji, kompleksach, utracie wiary w siebie i innych.

  
Rupi Kaur dowodzi, że nasze emocje niejednokrotnie przypominają życie tajemniczego ogrodu. Radzi także, że aby się w nim odnaleźć i móc poczuć na swej twarzy promienie słońca, musimy sięgnąć daleko w głąb naszych korzeni, gdzie niczym rośliny znajdziemy to, co najważniejsze dla naszego rozwoju: życiodajną moc, siłę, odwagę. Kieruje swoją poezję do zwykłych kobiet i pisze ich językiem. Nie znajdziemy tu zawiłych metafor czy wzniosłych porównań, ale ścieżkę złożoną z prostych i dobrze znanych zapachów, którą nas prowadzi i jednocześnie pokazuje, że aby rozkwitnąć, trzeba dojrzeć, a aby dojrzeć, należy na dobrym gruncie naszego serca pozwolić kiełkować odpowiednim nasionom. Tłumaczy także, że obumieranie nie jest końcem – to tylko etap, który pozwala nam przygotować się do kolejnego rozkwitu. To cenna refleksja, która wpisuje się w nieustanny cykl rozwoju. Dojrzewamy przez całe życie, nie tylko raz, a czerpiąc z ogrodu doświadczeń poznajemy siebie i otaczający nas świat.
Słońce i jej kwiaty to pozycja, z która warto się zmierzyć – szczególnie tym kobietom, które poprzez obarczone zawiłościami metafor i koniecznością żmudnej analizy lekcje języka polskiego mają mylne zdanie o poezji. Przypadnie również do gustu tym, które w odważnym życiu, jakie toczą na co dzień potrzebują odrobiny wsparcia, a także tym, które wątpią w swoją moc, tracą wiarę, czują się zagubione lub szukają odpowiedzi. Sięgając po tom, już od pierwszych słów możemy być mile zaskoczone jego językiem – trafnym i wyrazistym jak same emocje, ale zarazem delikatnym niczym promienie słońca. Językiem, który jest nam fascynująco bliski, którym chcemy mówić i którym chcemy, aby do nas mówiono. Autorka prowadzi nas przez dobrze znane uczucia, dając wrażenie, że nie otwieramy okładki, lecz swoje pełne emocji, trosk, nadziei serce. I tak właśnie jest – podziwiamy twórczość autorki, bo widzimy w niej odbicie tego, co kryje się w naszym wnętrzu. Jeśli więc można powiedzieć, że Rupi Kaur w Mleko i miód przeprowadziła czytelniczki przez trudne momenty takie jak: Cierpienie, Kochanie, Zrywanie i Gojenie, z pewnością można też stwierdzić, że zrobiła to tylko po to, aby teraz doprowadzić je ogrodu i powiedzieć: Zobacz, tak wiele przeszłaś i wciąż jesteś piękna. Choć nie raz jeszcze zwiędniesz, odrodzisz się na nowo – bogatsza i silniejsza. Tu, w ogrodzie swoich emocji, to ty jesteś jego najpiękniejszym kwiatem. Wprawiona ogrodniczka zapamięta to przesłanie na długo, a dla początkującej stanie się ono pomocnym drogowskazem.


Kamila Dubietis



Słońce i jej kwiaty - Rupi Kaur
Wydawnictwo Otwarte, 2018
9788375154856