wtorek, 22 sierpnia 2017

"Projektantka" scen. i reż. Jocelyn Moorhouse

Życie na australijskiej prowincji kojarzy się 
raczej ze spokojem i wręcz "sielsko-anielską" egzystencją. Nic bardziej mylnego... 
Kiedy Tilly poowraca po latach w swoje rodzinne strony, postanwia wyjaśnić bolesne wydarzenia z przeszłości, a także pogodzić się 
ze swoją matką.
Przed laty Tilly została oskarżona o morderstwo, wywieziona daleko od domu, ale potem na szczęście było już tylko lepiej. Zjeździła pół świata, zrobiła karierę szyjąc dla światowych projektantów mody.
Teraz Tilly zacznie ubierać mieszkańców Dungatar, a przy okazji załatwi stare sprawy...
Komediodramat w gwiazdorskiej obsadzie 
z brawurową Kate Winslet w roli głównej. 
Film ogląda się świetnie i aż żal, kiedy się kończy.
Polecam! /MK/

Dystrybucja Monolith Films, 2016


czwartek, 17 sierpnia 2017

Krzysztof Czarnota – "Czarodzieje koni"

Jazda konna może osiągać wymiar nieomal mistyczny. Osoby jeżdżące konno z pewnością rozumieją, co mam na myśli... Porozumienie zwierzęcia i jeźdźca, szacunek oraz wzajemne zaufanie i możliwość jasnej komunikacji to podstawy, bez których trudno byłoby czerpać przyjemność z jazdy. Dzisiaj, kiedy konno jeździ się rekreacyjnie, niektórzy nie przywiązują 
do tego zbytniej wagi (zresztą ze szkodą zarówno dla siebie jak i koni), ale dawniej, kiedy koń mógł na przykład uratować człowieka podczas bitewnej zawieruchy, współpraca obydwu stron była niezmiernie istotna.
Tytułowi czarodzieje koni byli ludźmi często bardzo prostymi, ale nie zwyczajnymi. 
W czasem niewytłumaczalny sposób potrafili nie tylko nawiązać z koniem więź, ale również pomóc mu pokonać lęki przed niebezpieczeństwem czy wyleczyć traumy 
z przeszłości, spowodowane czyimś nieumiejętnym podejściem do tych wspaniałych zwierząt.

Krzysztof Czarnota na kartach swej książki snuje opowieść o czasach, ludziach i miejscach należących do bardziej lub mniej odległej przeszłości. Juliusz Dzieduszycki, Emir Wacław Rzewuski, Julisz Kossak to tylko niektóre spośród znakomitości tworzących historię dawnej Rzeczpospolitej i historię... koni na naszych ziemiach.
Czasem odnosi się wrażenie, że konie stają się tylko pretekstem do snucia rozważań 
o Kresach, naszym raju utraconym, zmiennych kolejach ludzkiego losu czy fascynacjach, marzeniach i rozczarowaniach, jakie nieuchronnie zsyła los, bez względu na epokę, w której przyszło nam żyć...
Jeżeli dodamy do tego zagadkę dotyczącą pewnego kozackiego atamana, otrzymujemy powieść wręcz wyśmienitą.

"Czarodziejów..." polecam nie tylko wielbicielom koni! Naprawdę znakomita lektura.
MK

 
Krzysztof Czarnota – "Czarodzieje koni"
Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2017
ISBN: 978-83-6567-677-1


piątek, 11 sierpnia 2017

Jørn Lier Horst – seria „Clue”

Dla młodych czytelników, którzy w tym roku nie wyjadą nad morze, proponuję małą podróż w wyobraźni... Jest gorące lato. Stoimy przed wejściem do starego pensjonatu „Perła”. Patrzymy na pobliską Zatokę Okrętów. Wzdłuż wybrzeża ciągną się zabudowania letniskowego miasteczka. W oddali widać latarnię morską i stare, poniemieckie bunkry. Obok nas trójka opalonych nastolatków obserwuje okolicę i przechodzących gości. To córka właściciela pensjonatu, Cecilia, oraz jej przyjaciele: Une i Leo.
Jeśli przeczytacie serię minipowieści kryminalnych CLUE, autorstwa byłego policjanta Jørna Horsta, poznacie ich bliżej. Razem z nimi będziecie rozwiązywać intrygujące zagadki i przeżywać niebezpieczne przygody. Okolice miasteczka kryją wiele tajemnic, a niektórzy goście pensjonatu starannie ukrywają swoją tożsamość.
Każdy tomik to oddzielna zagadka, do której rozwiązania potrzebna jest wskazówka, czyli właśnie CLUE (ang.). Młodzi detektywi znajdą je, zapoznając się ze sposobem myślenia wybitnych filozofów świata. Dlatego pytania: „Czym jest czas?”, „Na czym polega zasada złotego środka?”, „Jak można zrozumieć życie?” mieszają się w książkach z całkiem przyziemnymi zagadnieniami w rodzaju: Do kogo należał but, który wypłynął 
na powierzchnię zatoki, wraz z tkwiącą w nim częścią nogi?
Prosty język i wyraźnie zarysowana akcja sprawiają że książki serii CLUE czyta się lekko 
i przyjemnie.
A.J.

Jørn Lier Horst

„Zagadka salamandry”
Smak Słowa, 2015
ISBN: 978-83-64846-21-2

„Zagadka zegara maltańskiego”
Smak Słowa, 2015
ISBN: 978-83-64846-22-9

„Zagadka dna morskiego”
Smak Słowa, 2016
ISBN: 978-83-64846-23-6

„Zagadka hien cmentarnych”
Smak Słowa, 2016
ISBN:978-83-64846-24-3

piątek, 4 sierpnia 2017

Neal Shusterman – "Głębia Challengera"

Caden Bosh żyje w dwóch światach. Najpierw zdają się być one niezależne od siebie. Potem zaczynają się nawzajem przenikać. Wreszcie stają się tożsame, zlawszy w jedną rzeczywistość...

Piętnastoletni chłopak ma swoje codzienne sprawy: szkołę, dom, spotkania z rówieśnikami. Chciałoby się rzec, że jest to zwykła egzystencja nastolatka. Teoretycznie przewidywalna... Ale pewnego dnia owa przewidywalność znika.
To, co najpierw uchodzi za objaw buntu czy właściwej młodym ludziom ekscentryczności, rychło zaczyna wzbudzać podejrzenia.
Otoczenie się dziwi... A co czuje sam Caden? Najpierw sporadyczne, a potem codzienne wyprawy na tajemniczym statku pochałaniają chłopaka bez reszty. Świat bezkresnego oceanu stanowi jego być albo nie być. Co jest fantazją, a co rzeczywistością? I co się stanie, jeśli to fantazja okaże się rzeczywistością?

Neal Shusterman napisał książkę niezwykłą. Ta historia nie jest kolejną banalną opowieścią o nieco zagubionym w świecie nastolatku. Przeciwnie, jest to głębokie, poruszające studium meandrów ludzkiej osobowości i kolejnych etapów jej destrukcji przez chorobę. Bazując częściowo na prawdziwych wydarzeniach, autor stworzył niesamowitego bohatera oraz światy, w których przychodzi mu żyć i się z nimi mierzyć.

Pomimo swej tematyki "Głębia Challengera" nie przytłacza czytelnika. Wręcz przeciwnie. Wraz z Cadenem zagłębiamy się w ciemny ocean szaleństwa, krainę tyle przerażającą, 
co fascynującą. I ta fascynacja jest chyba uczuciem, które towarzyszy nam od pierwszej 
do ostatniej strony.

Jak daleko można zajść? Jak głęboko można zejść? Czy potrzeba sięgnąć głębi absolutnej, odległej i obcej jak owa tytułowa, najniższa, niedostępna i śmiertelnie niebezpieczna część Rowu Mariańskiego?? A jeśli odważymy się opaść na sam dół, czy istnieje choć cień szansy by wrócić na powierzchnię?

Książka Shustermana adresowana jest do starszej młodzieży, ale z całą pewnością znajdzie uznanie także w oczach dorosłych czytelników.
Fascynująca. Nie dająca o sobie zapomnieć. Jedna z ciekawszych pozycji, jakie czytałam 
w ciagu ostatniego roku.
Gorąco polecam!
MK


Neal Shusterman – "Głębia Challengera"
Wydawnictwo HarperCollins, 2017
ISBN: 978 83 2803 628 4


środa, 2 sierpnia 2017

"Tajemnica mostu" - recenzja konkursowa Wiktora Janeczka

Moim zdaniem jedną z najlepszych książek, jakie dotychczas czytałem jest „Tajemnica mostu”. Są to nowe przygody bestsellerowego „Magicznego drzewa”, książki roku 2009.
Została ona napisana przez Andrzeja Maleszkę. Jest on reżyserem filmowym, autorem scenariuszy i powieści. Zdobył „telewizyjnego Oscara” EMMY AWARD oraz wiele nagród 
na festiwalach filmowych na całym świecie. Jego filmy i powieści, pełne fantastycznych przygód i humoru, łączą współczesne realia 
i magiczne zdarzenia. A przy okazji opowiadają o ważnych sprawach. Obrazki, które znajdują się w książce są wykonane przez jej autora, czyli Andrzeja Maleszkę.
Akcja rozgrywa się w XXI wieku w Wenecji. Jej głównymi bohaterami są Kuki, Wiki i Melania, która nie była lubiana w szkole, a odegrała najważniejszą rolę. Razem musieli odnaleźć Most Zapomnienia, ponieważ tylko przejście przez niego mogło uratować Filipa od czaru tajemniczej Żu. Po drodze czekał na nich gigantyczny pająk, podziemna rzeka, groźna Greta o trojgu oczach, powódź coca-coli i wiele innych niebezpiecznych miejsc oraz stworzeń. Na szczęście pomagał im najlepszy robot świata, pies, który ma ludzki umysł oraz sprytna kotka Latte. Bardzo pięknie została przedstawiona miłość Melanii do Filipa. Autor pokazał, jak wiele mogła poświęcić dla jego dobra. Dzięki tej książce można się wiele nauczyć oraz dowiedzieć, np. jak powstaje billboard. Jest napisana z wyobraźnią, mądrością i humorem. Jedynym jej minusem jest używane tam brzydkie słownictwo 
i niestety dzieci przez to mogą wyrażać się agresywniej do innych osób, ale i tak ta książka jest dla mnie wspaniała, bo do niczego innego nie mam zastrzeżeń.
Myślę, że książka ta spodoba się wielu zarówno starszym, jak i młodszym czytelnikom. Chciałbym zachęcić was do przeczytania nie tylko jej, ale wszystkich części „Magicznego drzewa”, ponieważ każda jest tak samo wciągająca i ciekawa. Zapewniam was, 
że nie będziecie żałowali.

Andrzej Maleszka - „Tajemnica mostu”
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2010
ISBN: 978-83-240-1454-5

Recenzja otrzymała wyróżnienie w konkursie "Wszystkie książki mówią"
w kategorii 8-12 lat. 

poniedziałek, 31 lipca 2017

„Mały Książę” - recenzja konkursowa Julii Łabędź

„DOBRZE WIDZI SIĘ TYLKO SERCEM” czyli „Mały Książę” Antoine de Saint - Exupery.


Wiele książek wzbudza w nas uczucie wzruszenia – coś porusza nas do łez, później nie daje spokoju i nie możemy o tym zapomnieć. Chcemy myśleć dalej o historii i bohaterach, chcemy przeżywać wszystko od nowa i od nowa. Często do takich opowieści wracamy chcąc zaczytać się z powrotem. Ja na pewno jeszcze wiele razy wrócę do Małego Księcia – książki tak pięknie napisanej, że nie da się tego ująć słowami. 
Akcja rozpoczyna się rozbiciem samolotu na Saharze i od tego momentu trwa osiem dni. Książka opisuje pierwsze spotkanie Pilota i Małego Księcia, aż do momentu ich rozstania, a także podróż chłopca po różnych planetach, w tym jego wylądowanie na Ziemi. Mały Książę to tajemnicza istotka - małe dziecko, które przybyło na Ziemię z Planety B-612, nie wiele większej od niego samego. Mieszkał tam wraz ze swoją ukochaną różą – kwiatem tak przepięknym, że zawładnęła ona sercem Małego Księcia. Mimo jej urody Mały Książę dostrzegł w niej próżność, a kiedy przyłapał ją na kłamstwie, przestał jej ufać. Na powrót ogarnięty samotnością i smutkiem opuszcza swoją planetę i wyrusza w podróż w poszukiwaniu przyjaciela. Dopiero wylądowanie na Ziemi i spotkanie z Pilotem wydaje się dla nich obojga początkiem czegoś niezwykłego, a cała ich magiczna i tajemnicza przyjaźń zaczyna się od niewinnego pytania: czy Pilot narysuje mu baranka?
Mały Książę to baśń filozoficzna. Mimo pozorów jest ona napisana dla dorosłych, ponieważ wiele osób uważa, że przekaz opowieści jest zbyt skomplikowany dla małych dzieci. Zgadzam się z tym twierdzeniem. Postacie Pilota i Małego Księcia są bardzo skomplikowane. Pilot jest dorosłym człowiekiem, który zachował zdolności dziecięcego patrzenia na świat. Uważa, że ludzie dorośli odbierają wszystko za poważnie nie korzystając przy tym z wyobraźni, a krytykują coś czego nie potrafią zrozumieć. Ponieważ Pilot nie jest w stanie porozumieć się z dorosłymi jest samotny, zaprzyjaźnia się dopiero z Małym Księciem.
Dużą rolę w książce odgrywa także podróż chłopca przez planety ludzi dorosłych: Króla, Próżnego, Pijaka, Bankiera, Latarnika i Geografa. Jego wyprawa go dokształca, pozwala zdobyć mu wiedzę i daje szansę na wyrobienie sobie opinii na temat niektórych dorosłych. Wszystkie planety, które zwiedził można odebrać jako symbol najgorszych ludzkich cech: pragnienia posiadania nieograniczonej władzy, próżności, uzależnienia, chciwości, rezygnacji z życia i bezmyślnego ufania.
Z całej jego podróży można wyciągnąć jakiś morał i pouczenie tak samo jak wnioski możemy wyciągnąć z czytania tak mądrej książki jak Mały Książę. Moim zdanie Antoine niezwykle przedstawił świat, w którym żyjemy – wykorzystał do tego elementy baśni, 
a w nich cudowne ilustracje niezbędne do tej opowieści i potrzebne małym dzieciom, 
a także cytaty, które najczęściej zrozumieją tylko osoby starsze jak: „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Przekazuje nam wiedzę na temat sposobu życia 
i ludzkich wad. Uważam tę historię za niezwykłą, sprawiającą, że dorosły chodź przez chwilę zastanawia się nad własnym postępowaniem, a dzieci nad pytaniem, czy aby 
na pewno chcą szybko dorosnąć.

Recenzja zdobyła 2 nagrodę w konkursie "Wszystkie książki mówią"
w kategorii powyżej 13 lat.

Antoine de Saint – Exupery -„Mały Książę”
Wydawnictwo Muza SA, 2004
ISBN: 83-720-086-3-X


środa, 26 lipca 2017

„Za niebieskimi drzwiami” - recenzja konkursowa Natalii Sarzyńskiej


,,Co kryje się za niebieskimi drzwiami"

Książka, którą chcę przedstawić, opowiada o 12-letnim chłopcu, który nazywa się Łukasz Borski. Łukasz razem ze swoją mamą pojechali 
na wakacje. Niestety, ulegli wypadkowi. Mama chłopca pogrążyła się w śpiące, a Łukasz dostał urazu nogi. Chłopca dręczy cały czas pytanie ,,Czy jego mama się obudzi?". W tej sytuacji Łukasz trafia pod opiekę ciotki Agaty, dla której zajmowanie się dzieckiem to duże wyzwanie, gdyż nie ma swoich dzieci. Łukasz do końca nie jest przekonany, czy to dobry pomysł. Trudno mu jest odnaleźć się w nowej sytuacji i zaprzyjaźnić się 
z nowymi kolegami. Wszystko się zmienia, gdy odkrywa niebieskie drzwi. Dzięki nim może przenieść się do innego wymiaru i przeżyć dużo różnych przygód.
Książka jest bardzo poruszająca. Każdy znajdzie coś dla siebie. Autorem książki „Za niebieskimi drzwiami” jest Marcin Szczygielski i została ona wydana w 2016r.  

Ta opowieść porusza ważne problemy, np. trudne relacje między rówieśnikami, a także między osobami z rodziny. Poza tym uzmysławia jak trudno odnaleźć się w sytuacji choroby najbliższych osób, a także ich straty. Zwraca uwagę na to, iż osoby obce mogą nas skrzywdzić i powinniśmy być ostrożni w kontaktach
z nimi, nawet jak są dla nas miłe. Jednak z drugiej strony przekonuje, że trzeba być otwartym na świat, ludzi i że zawsze znajdą się osoby, które pomogą nam w trudnej sytuacji.
Jestem przekonana, że każdy z chęcią przeniesie się do srebrnego świata po drugiej stronie niebieskich drzwi. Pełnego tajemnic, nieoczekiwanych zdarzeń i nieznanych stworzeń.
Z pewnością przygody głównego bohatera i innych postaci tej książki wciągną tak, że nie będzie można się od niej oderwać.
Polecam serdecznie wszystkim tę książkę i życzę miłej lektury.

Marcin Szczygielski - „Za niebieskimi drzwiami”
Instytut Wydawniczy Latarnik, 2010
ISBN: 978-83-6000-042-7


Recenzja zdobyła 3 nagrodę w konkursie "Wszystkie książki mówią"
w kategorii 8-12 lat. 

poniedziałek, 24 lipca 2017

„Gwiazd naszych wina” - recenzja konkursowa Natalii Podlasek

Miłość i choroba, przyjaźń i rozczarowania. Wiara i nadzieja, radość i płacz. Chłopak 
i dziewczyna – niby zwyczajni, ale inni niż wszyscy. Komedia i tragedia w jednym, czyli „Gwiazd naszych wina” Johna Greena. Książka do śmiechu i do łez. 
Hazel Grace to pozornie zwykła nastolatka. Pozornie, bo jej codziennym towarzyszem jest aparat tlenowy. Chora na raka tarczycy, praktycznie nie opuszcza domu, a jej jedynymi prawdziwymi przyjaciółmi są rodzice. Augustus Waters to pozornie zwykły nastolatek. Pozornie, bo brakuje mu jednej nogi, którą odebrał mu rak 
o paskudnej nazwie kostniakomięsak. Brakuje mu też perspektyw na długie życie – lekarze nie pozostawiają mu wiele nadziei. W normalnym życiu być może nigdy by się nie spotkali. Tymczasem wspólne doświadczenia i smutki kierują ich do grupy wsparcia dla takich jak oni. Poznają się, rozmawiają, spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Coraz więcej ich łączy. Choć wiedzą, że zostało im niewiele czasu – a może właśnie dlatego – stają się dla siebie całym światem 
i wbrew wszystkiemu otwierają się na życie. Jak to się kończy – tę tajemnicę zostawiam Tobie, Czytelniku, byś poznał ją sam.
„Gwiazd naszych wina” zaskakuje i wzrusza, trzyma w napięciu, wciąga i nie pozwala 
o sobie zapomnieć. Uzależnia. Polecam.

Recenzja zdobyła 2 nagrodę w konkursie "Wszystkie książki mówią"
w kategorii 8-12 lat.

John Green - „Gwiazd naszych wina”
Wydawnictwo Bukowy Las, 2013
ISBN: 978-83-62478-89-7


czwartek, 20 lipca 2017

"Wieloryb" – recenzja konkursowa Martyny Kwiatkowskiej

Książka "Wieloryb" opowiada o dziewczynce, którą wszycy z klasy nazywają wielorybem. Dziewczynka na imię ma Julka, mówią na nią wieloryb z powodu jej dużego brzucha. Okropny Witek wymyślił to przezwisko, a Julce się to wcale nie podoba, nawet kiedyś płakała z tego powodu. Babcia głównej bohaterki bardzo lubi gotować 
i przekarmia swoją wnuczkę. Zawsze mówi: "Grube dziecko, to zdrowe dziecko". 
Niedawno dziadek nauczył Julkę grać na flecie. Kiedy zagrała dla babci piosenkę "Gdybym ci ja miała skrzydełka jak gąska" to zaraz babcia uszyła jej nową sukienkę ze ślicznym kołnierzykiem, która nie była dla Julki za ciasna.
Kiedy Julka poszła do szkoły, jej mama zobaczyła na drzwiach sali plakat z ogłoszeniem o zespole tańca Jarzębinki. Mama od razu postanowiła ją zapisać. Julka się bardzo ucieszyła, ale okazało się, że przyjmują tam same chude i małe dziewczynki. A Julka jest duża i gruba.
Jak chcecie poznać więcej przygód Julki, to musicie przeczytać tą super książkę. 
Życzę dobrego czytania! Julka już się nie może doczekać, kiedy się z nią spotkacie!!!

Recenzja zdobyła 3 nagrodę w konkursie "Wszystkie książki mówią"
w kategorii 8-12 lat. 


Renata Piątkowska – "Wieloryb"
Wydawnictwo Literatura, 2011
ISBN: 978-83-7672-063-0

wtorek, 18 lipca 2017

“Złodziejka książek” - recenzja konkursowa Zuzanny Grzybowskiej

Druga wojna światowa oczami śmierci

„Złodziejka Książek” to debiutancka powieść australijsko-niemieckiego pisarza-Marcusa Zusaka, która przedstawia tragedię drugiej wojny światowej. Pisząc ją, autor podjął się wielkiego wyzwania, ponieważ lektura obejmuje trudną tematykę wojny. Jednak to nie wszystko - kierowana jest do dzieci 
i młodzieży, co jeszcze bardziej potęguje jej problematykę. W Polsce książka została wydana 
w 2008 roku, otrzymała trzy nagrody literackie, 
a w 2004 roku utrzymywała się przez ponad rok 
na liście bestsellerów „New York Times’a”.
Marcus Zusak napisał „Złodziejkę Książek” 
w bardzo nowatorski sposób. Mianowicie historię nastoletniej Liesel poznajemy z perspektywy śmierci. „Drobna uwaga: na pewno umrzecie”- tymi słowami narrator zaczyna opowieść. Jednak 
w lekturze śmierć nie jest postacią typową, opartą na stereotypach „W głębi mego czarno bijącego serca wiem. Byłby szczęśliwy, na pewno. Widzicie? Nawet śmierć ma serce”, tak sam o sobie mówi podmiot liryczny. Posiada on uczucia: jest przyjacielski, wesoły, życzliwy i sympatyczny, a świat widzi tylko trochę inaczej niż wszyscy: „Najpierw kolory. Potem ludzie. Tak to widzę. A przynajmniej próbuję”. Paradoksalnie wzbudził moją sympatię. Często podczas jego smutnych wywodów na temat jego już tak długiej egzystencji na świecie, miałam ochotę wskoczyć do środka książki i natychmiast poprawić mu humor. Pomimo tego, że jest on stworzony z krwi i kości, nikt nie jest w stanie go zobaczyć.
Dziewięcioletnią Liesel, tytułową złodziejkę książek, poznajemy w przeddzień wybuchu drugiej wojny światowej. Matka dziewczynki, w obliczu niebezpieczeństwa, zdecydowała się oddać ją i jej młodszego brata Wernera do rodziny zastępczej. Podróżowali do miasteczka Molching, które znajduje się za przedmieściami Monachium. Niestety sześcioletni chłopiec nie przeżył długiej trasy pociągiem. Został pochowany w zamarzniętej ziemi, obok stacji kolejowej, przez dwóch grabarzy. To właśnie dzięki jednemu z nich, czternastoletniemu chłopcu, Liesel zdobyła swoją pierwszą książkę. A był to „Podręcznik Grabarza-dwanaście kroków do sukcesu w kopaniu grobów”.
Gdy razem z dziewczynką docieramy na Himmelstrasse poznajemy jej papę i mamę - Hansa i Rosę Hubermanów. Są to jedne z wielu niesamowicie dobrze wykreowanych postaci w tej lekturze. Nie sądzę, aby ktokolwiek znalazł w "Złodziejce Książek" jakiegoś niedopracowanego bohatera. Każdy z osobna ma swoją niesamowitą oraz oryginalną historię. Osobiście niezwykle do gustu przypadł mi Max - bohater, którego poznajemy 
z czasem rozwijania się fabuły. Ucieka on przed Hitlerem do rodziny Hubermanów, przekraczając próg ich domu z pytaniem:
Hans Huberman?” i symbolicznym zdaniem: „Czy ciągle gra pan na akordeonie?”.
„Złodziejka Książek” to niesamowita powieść, która przedstawia wydarzenia, jakie się działy podczas drugiej wojny światowej. Ukazuje faszystowską propagandę, nazizm oraz Holokaust. W momencie, gdy zaczyna się czytać pierwsze zdanie, na pierwszej stronie, już nie da się od niej oderwać. Styl w jakim pisze Markus Zusak i operacje jakie wykonał pisząc tę książkę są nie do opisania, ogromnie przypadły mi do gustu. Między innymi to, jak wiele wydarzeń jest poprzedzanych komentarzem, który znajduje się kilka lub nawet kilkanaście rozdziałów wstecz. Bo przecież śmierć nas nie zaskakuje, wiemy, że to nastąpi, więc naturalnie odbiorca zazwyczaj zostaje poinformowany o wiele wcześniej o śmierci bohatera niż to następuje. Nie wiemy tylko w jaki sposób się to wydarzyło.
Niesamowite jest, że chociaż wiedziałam, iż dana postać rozstanie się z życiem, kiedy to następowało, łzy lały się strumieniami. Umiejętności pisarskie Marcusa Zusaka są wielkie. Po przeczytaniu „Złodziejki Książek” sięgnęłam po jeszcze kilka pozycji tego autora i każdą 
z nich mogę polecić z czystym sumieniem.
Czytelnik śmieje się przez łzy, przynajmniej ja osobiście tego doświadczyłam. Myślę, że jest po prostu niemożliwe to, iż ktoś mógłby przebrnąć przez „Złodziejkę Książek” niewzruszony. Narrator bardzo płynnie przeprowadza nas przez historię Liesel i jej bliskich, używa także bardzo dużo metafor, lecz zawsze w pewnym momencie sprowadza nas na ziemię. Moim zdaniem język, jakim posługuje się autor wręcz idealnie pasuje do postaci śmierci.
Na przekór tego, iż główny temat w „Złodziejce Książek” to wojna, a jej narratorem jest śmierć, ta powieść absolutnie nie jest smętna czy melancholijna. Najzwyczajniej w świecie jest prawdziwa. Jest to książka o życiu, przyjaźni, miłości, rodzinie oraz o ludziach. Opowiada o tym jak ludzie są nastawieni względem siebie. Dzięki temu, iż śmierć jest narratorem możemy zobaczyć nasze zachowanie jako grupy z innej perspektywy.
Bez dwóch zdań „Złodziejka Książek” jest pozycją, która, gdy się ją czyta, zmusza do myślenia, trzyma za rękę aż do ostatniej strony i nie pozwala o sobie zapomnieć. 
Po przeczytaniu tej książki wydarzenia z niej wciąż były żywe w mojej głowie. W wyobraźni na nowo odtwarzałam najpiękniejsze, najsmutniejsze czy najzabawniejsze sceny. Złapie za serce nawet największego twardziela. Osobiście związałam się chyba z każdym bohaterem 
i naprawdę trudno było mi się z nimi rozstać. Moim zdaniem „Złodziejkę Książek” mogą przeczytać wszyscy, nie tylko młodzież. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. A jeżeli ciągle zastanawiacie się nad kupnem „Złodziejki Książek”, musicie mi po prostu uwierzyć na słowo, iż nie będziecie żałować przeczytania tej lektury, ponieważ przeżyjecie niesamowitą przygodę, prowadzoną przez śmierć, razem z Liesel, Rudym, Hansem, Rosą oraz Maxem. 
 
Recenzja zdobyła 1 nagrodę w konkursie "Wszystkie książki mówią"
w kategorii powyżej 13 lat.
 
Markus Zusak - „Złodziejka książek”
Wydawnictwo Nasza Księgarnia 2008
ISBN: 978-83-10-11358-0

poniedziałek, 17 lipca 2017

,,Wojny dorosłych - historie dzieci” - recenzja konkursowa Marii Stachyry

Wojny dorosłych-historie dzieci
seria książek, które powinniście przeczytać



Moja historia z serią tych książek zaczęła się w dniu, w którym naszą szkołę odwiedzili Sybiracy. Było to spotkanie tylko dla szóstoklasistów, w którym nie mogłam uczestniczyć, a bardzo chciałam dowiedzieć się czegoś o losie ludzi zesłanych w głąb Rosji. By zaspokoić swoją ciekawość poszłam do szkolnej biblioteki. Tam Pani poleciła mi książkę pt.: „Syberyjskie przygody Chmurki”, która jeszcze bardziej podsyciła moje zainteresowanie tematyką wojenną. Lektura ta przypadła mi do gustu, dlatego zaczęłam wypożyczać kolejne książki z tej serii.


„Wojny dorosłych - historie dzieci” to seria książek tworzona przez wielu pisarzy. Opowiada ona o dzieciach, które mimo wojny muszą radzić sobie z codziennością i żyć normalnie. Opisane są m. in. losy pakistańskiej dziewczyny, której zabrano prawo do nauki, a także historia bohaterki zesłanej 
w wieku trzech lat na Sybir. Książki te zawierają fakty trudne 
i smutne, ale też czasami bardzo dowcipne.
Seria przybliża nam trudne warunki, w jakich muszą żyć dzieci podczas wojny i te obecne. Wyglądając przez okno widzimy bezchmurne niebo i złote słońce. Krajobrazem bohaterów serii są zawalone domy, spadające z nieba bomby czy nowe, nieznane miejsca, które są od tej pory ich domem. Mimo strachu czy lęku dzieci bawiły się, śmiały i na przekór wszystkiemu zostawały sobą, czyli po prostu dziećmi. Ich postawa może stać się wzorem dla każdego z nas. Wojna nie jest dla dzieci, lecz gdy przyjdzie, nie omija także ich. Przykładem tego jest książka pt.: „Czy wojna jest dla dziewczyn?”. Bohaterka jest wtajemniczona w losy swojego taty - uciekiniera obozu jenieckiego. Pracuje, mimo wieku, jako pomoc w szpitalu, spotyka się codziennie 
z okropnością wojny, i mimo strachu służy w harcerstwie. Wojna to okropna rzecz, lecz te książki pomagają zrozumieć co czuje nasz rówieśnik dotknięty taką blizną.

Taki ślad został w głowie małej chmurki zesłanej na Syberię. Jej życie było pełne szczęścia, lecz martwiło ją to, że nie pamięta swojej prawdziwej ojczyzny. Kiedy rodzina dziewczynki dostała zgodę na powrót do Polski ,nie wiedziała czy lepiej zostać czy wracać. Decyzja trudna, musiała zostawić wszystko co znała, gdzie czuła się bezpieczniej i tak nie należała do niej tylko do jej bliskich, bo przecież zawsze to „wojna dorosłych a historie dzieci”.
Opowieści o Żydach zamkniętych w getcie nie pozwalały mi zrozumieć jak mogliby czuć się moi rówieśnicy znajdujący się tam. Wiedziałam, że to okropne, lecz dopiero książka „Bezsenność Jutki” przybliżyła mi straszne historie żydowskich dzieci. Była to bardzo smutna opowieść 
o dziewczynce, która jedyną uciechę znajdowała w zabawach z rówieśnikami, rozmowach 
z dziadkiem i opieką nad gawronem. Jej los to walka o dalsze życie i przetrwanie, która dla mnie osobiście jest pełna podziwu ,dowodzi przykładem, że wojna dorosłych, a historie dzieci.

Na podziw zasługuje także Malala dziewczynka z Pakistanu, która walczyła o prawo 
do nauki dziewcząt i o mały włos nie przypłaciła tego życiem. Jej historia obiegła cały świat 
i pozostawiła duży ślad, jednak przedtem musiała przejść trudną drogę. Postawa ta 
to pełna odwagi cecha, którą bardzo chcę posiąść. Zabranie prawa dziewczynom 
w Pakistanie chodzenia do szkoły to najlepszy przykład, że wojna jest dorosłych, a historie - dzieci.
Każdy kocha swoje najbliższe otoczenie tak samo jak ukraiński chłopiec, który z powodu wojny musiał opuścić dom i przenieść się do Polski. Ta historia jest najbliższa naszym czasom z powyżej opisywanych. Nawet teraz toczą się wojny i nie można myśleć o pokoju. Nieoczekiwana przeprowadzka jest trudna, a co dopiero jeszcze do innego kraju. Nowy język, kultura, kraj i miejsce zamieszkania, to przeraża każdego. Opuszczenie bliskich miejsc, rówieśników to przykład, że wojny są dorosłych a historie, są dzieci.
Ta seria to bardzo piękny sposób pokazywania, jak dzieci są przywiązane do swojej ojczyzny, pokoju i bliskich. My mamy możliwość życia w pokoju każdego dnia, lecz dla małych bohaterów tych książek to marzenie, na którego spełnienie wciąż czekają. Dzięki tym opowiadaniom można znaleźć w sobie uczucie bycia częścią wolnej, niepodległej ojczyzny. Książki te pozwalają nam dostrzec, ile trzeba było poświęcić byśmy my byli wolni i żyli pełni szczęścia. Odwaga małych bohaterów książkowych, także 
w znaczeniu dosłownym, jest godną do naśladowania postawą pełną oddania, odwagi 
i człowieczeństwa. Moim zdaniem i duży, i mały powinien przeczytać te książki, bo każdy znajdzie coś dla siebie. W pełnych patriotyzmu, radości z dzieciństwa i wartości moralnych książkach znajdują się wątki miłosne i przygodowe. Mam nadzieję, że w przyszłości dzięki takim książkom na świecie zapanuje pokój, a my Polacy będziemy mieli większe poczucie polskości. Wojny zostaną zakończone a historie dzieci nie będą już zapisywane 
na bolesnych kartach historii.



,,Wojny dorosłych - historie dzieci” (różni autorzy)
Wydawnictwo Literatura



Recenzja zdobyła 1 nagrodę w konkursie "Wszystkie książki mówią"
w kategorii 8-12 lat. 

 

czwartek, 13 lipca 2017

Marc Elsberg – "Helisa"

Rośliny GMO, zwłaszcza w przemyśle spożywczym, stały się praktycznie codziennością... A co z innymi, genetycznie "ulepszonymi" organizmami?
Sporą część pomysłów na poprawianie natury możnaby zaliczyć do kategorii fantastycznych rojeń naukowców, które być może będą do zrealizowania w odległej przyszłości... Ale czy aby na pewno w tak znowu odległej?

Kiedy amerykański sekretarz stanu umiera podczas oficjalnej konferencji w Niemczech, okazuje się, 
że w jego organizmie zaszły dziwne zmiany.
A co ma z tym wspólnego modyfikowana genetycznie kukurydza oraz pewna rodzina, starająca się o dziecko?

Marc Elsberg oddaje w ręce czytelników kolejny fascynujący thriller. Książka wciąga od pierwszej strony i choć można uznac ją za literaturę 
z pogranicza fantastyki naukowej, z każdym kolejnym rozdziałem utwierdzamy się 
w przekonaniu, że stworzona przezeń wizja świata jest bardzo prawdopodobna. A nieco zaskakujące zakończenie także nie napawa optymizmem...

Elsberg po raz kolejny zwraca uwagę na niepokojące zjawiska, które zachodzą w ramach postępu technologicznego i cywilizacyjnego współczesnej ludzkości. Jak daleko można się jeszcze posunąć? Czy powinny nas obchodzić kwestie natury etycznej we współczesnej nauce czy może lepiej jest "iść na całość" i wypierać z umysłu wszelkie, ogarniające nas, wątpliwości?

Bez względu na to, jaką opinię mamy w tym zakresie, "Helisa" jest przede wszystkim znakomitą, wartą przeczytania, książką.
Polecam!
MK 


Marc Elsberg – "Helisa"
Grupa Wydawnicza Foksal, 2017
ISBN: 978-83-2804-231-5

wtorek, 11 lipca 2017

Beatrice Alemagna - „Tuli-pucho-kłaczek”

Pięcioletnia Edytka chce obdarować swoją mamę urodzinowym prezentem. Jest jednak pewien problem – przekonanie dziewczynki,
że w odróżnieniu od utalentowanej mamy, wykształconego taty i uzdolnionej siostry, ona nic nie umie zrobić, nawet wymyślić prezentu dla mamy. Mimo wszystko, chwytając się zasłyszanego pomysłu siostry i swojego gorącego pragnienia, dziewczynka zaczyna działać. I, choć niewiele potrafi, wpływa na świat i ludzi wokół, przyjmując ich reakcje 
i odpowiadając na nie w swój własny, niepowtarzalny sposób. Co z tego wynikło?
Warto usiąść z dzieckiem, tym młodszym, 
i powoli przeczytać historię Edytki. Powoli, by mogły na nas i na dziecko oddziaływać piękne ilustracje, które są szczególnym atutem książki. Harmonijne połączenia dużych, barwnych plam uspokajają i wprowadzają w klimat miejsc odwiedzanych przez dziewczynkę. Bogactwo szczegółów, intrygujące dla młodszych dzieci, skłania do pytań i rozmowy.
Pomyślmy też o różnych przekonaniach, które nas, dorosłych, często blokują. Może warto je skonfrontować z życiem poprzez działanie? „Cokolwiek potrafisz, lub myślisz że potrafisz, rozpocznij to. Odwaga ma w sobie geniusz, potęgę i magię” - powie J.W. Goethe, a mała Edytka puści do nas oko spod złocistej czuprynki.

A.J.



Beatrice Alemagna - „Tuli-pucho-kłaczek”
Wytwórnia, Warszawa 2017
ISBN 978–83-64011–36-8

poniedziałek, 10 lipca 2017

„Słoneczne wino” - recenzja konkursowa Kateryny Leontcevej

Książka. Od pokoleń była i jest ona najlepszym przyjacielem człowieka. Nigdy jeszcze nie zawiodła, nie okłamała. Jest pokorna, a jej treść zależy jedynie od nas. Literatura jest to przecież zbiór zdobytych, poznanych i zapisanych przez człowieczeństwo odkryć, mądrości, wrażeń, fantazji, historii. Jest to zatrzymany odcinek czyjegoś życia, który poprzez pismo na zawsze zostaje utrwalony 
i w dowolnej chwili może być opowiedziany, pokazany innym. I rzeczywiście człowiek powinien sięgać po książki, by usłyszeć to, jak mówi literatura, a nic nie mówi tak głośno, jednocześnie nie wydając żadnego dźwięku.
Jednym z takim „mówiących” utworów jest powieść, która mimo upływu długiego czasu, nie straciła swojej wartości. Już od 1957 roku nie przestaje zachwycać czytelników w dowolnym wieku swoją wspaniałą opowieścią o beztroskim dzieciństwie. Jest to zbiór opowiadań połączonych osobą Douglasa Spauldinga, dwunastoletniego chłopca, umieszczony w jednej książce pod tytułem „Słoneczne wino” przez amerykańskiego pisarza Ray’a Bradbury.
Przygoda w cudownej krainie dzieciństwa, pełna emocji, niepowtarzalnej atmosfery, która pochłania czytelnika w całości, przenosi do wyjątkowego świata, widzianego przez „różowe okulary” z perspektywy dziecka.
Lato 1928 roku stało się wspaniałym przeżyciem dla dwunastoletniego Douglasa. Tylko on, świat kolorowej przyrody, najbliżsi ludzie i czekające przygody. Niepowtarzalne wakacje, które na zawsze utkną w pamięci chłopca dzięki zapachom dojrzałych jabłek, skoszonej trawy i porannej świeżości, gdy jeszcze krople rosy odpoczywają na letniej zieleni.
Ta powieść mówi w sposób nadprzyrodzony, przenosi do innego świata, gdzie zapominamy o wszystkim i stajemy się głównym bohaterem, przed którym są całe wakacje, pełne niezapomnianych wrażeń. Pomaga zrozumieć, uzmysłowić obie jak piękne jest życie i jak cenny jest każdy moment, każda sekunda.
Najbardziej w tej książce zwróciło moją uwagę podejście głównego bohatera do świata. Widzenie wszystkiego, co się dzieje dookoła, nawet najzwyklejszych rzeczy, w sposób nadprzyrodzony, magiczny.
„Słoneczne wino’ bardzo porusza, budzi miłe sercu emocje, przypominające piękne czasy dzieciństwa, w którym dwadzieścia cztery godziny na dobę są przygodą.
Z całego serca zachęcam do sięgnięcia po dzieło Ray’a Bradbury, mówi w najciekawszy sposób o tym, że życie jest prawdziwym darem i nie możemy tego zapominać: „Chcę czuć wszystko, co się da czuć, pomyślał. Chcę czuć, że jestem zmęczony. Nie wolno mi zapomnieć, że żyję, że wiem, że żyję. Nie wolno mi o tym zapomnieć dzisiaj, ani jutro, ani pojutrze”.
Po przeczytaniu utworu „Słoneczne wino” raz i na zawsze uświadomiłam sobie jaką moc posiada literatura. Książki naprawdę potrafią mówić, wystarczy chcieć je usłyszeć, sięgnąć po wartościową literaturę i czytać, poznawać nowe rzeczy, zdobywać nową wiedzę 
i rozwijać się. Czytajmy, czytajmy książki.

Recenzja zdobyła wyróżnienie w konkursie "Wszystkie książki mówią"
w kategorii powyżej 13 lat. 
 
Ray Bradbury - „Słoneczne wino”
Wydawnictwo Czytelnik, 1965

piątek, 7 lipca 2017

"Lot nad kukułczym gniazdem" recenzja konkursowa Marii Morawskiej

"Naturalna dążność człowieka do wolności jest niezniszczalna, można ją zdławić, ale nie sposób zniszczyć" - mawiał rosyjski pisarz 
i dziennikarz, Wasilij Grossman. Do czego więc jesteśmy zdolni, jeśli pozbawi się nas tej wartości? Poszukując odpowiedzi, natrafiłam na niezwykłą książkę, będącą jednym 
z największych dzieł współczesnej literatury.
Niegdyś idealnie białe, dzisiaj zniszczone szpitalne ściany; pielęgniarze bez cienia empatii, ograniczający jedzenie pacjentom, którzy często nie zdają sobie sprawy, że powinni zjeść; destrukcyjnie przeprowadzane operacje na mózgu, zmieniające ludzi w rośliny - 
w takich oto potwornych warunkach są zmuszeni żyć pacjenci pewnego zakładu psychiatrycznego w Stanach Zjednoczonych. Spokój pogodzonych z porażką 
i przygnębieniem pensjonariuszy przerywa niespodziewane przybycie Randle'a Patricka McMurphyego, ekscentrycznego rudzielca 
z wiecznym uśmiechem na twarzy, umieszczonego na oddziale za liczne przestępstwa oraz uzależnienie od hazardu. Pokazuje on, iż dobre serce, nawet jeśli jest w ciele rozbójnika, ujawnia się zawsze, gdy cierpią inni. Namawia nowych przyjaciół do uświadomienia sobie własnych praw i wzniecania buntów, a sam postanawia włożyć wszystkie siły w walkę 
o wspólną wolność, za co płaci ogromną cenę...
Powieść Kena Keseya "Lot nad kukułczym gniazdem", wydana w 1962 roku, opowiada wzruszającą, pełną refleksji historię. Wylałam przez nią morze łez i z pewnością już na zawsze będzie tkwiła w najgłębszych zakątkach mojej duszy. Nie jestem w tym aspekcie wyjątkiem - wywarła ona wpływ na cały ówczesny świat, gdyż dzięki niej bywalców szpitali dla umysłowo chorych traktuje się w dzisiejszych czasach o wiele lepiej niż wcześniej (choć wciąż zachowania psychiatrów pozostawiają sporo do życzenia). I, co najważniejsze, utwór ten stawia każdemu z nas fundamentalne pytanie: gdzie kończy się kontrolowanie społeczeństwa, a zaczyna pogwałcenie wolności?

Ken Kesey - „Lot nad kukułczym gniazdem”
Wydawnictwo Albatros, 2015
ISBN: 978-83-7985-543-8 

 
Recenzja zdobyła 2 nagrodę w konkursie "Wszystkie książki mówią"
w kategorii powyżej 13 lat.